Cesarstwo Myszy - książka terapeutyczna? [recenzja]
![Cesarstwo Myszy - książka terapeutyczna? [recenzja]](/data/include/img/news/1774617241.png)
Pięknie wydana, w czym ogromna zasługa oficyny Dębogóra, z wysmakowanymi ilustracjami, książka Jakuba Bednarza jest publikacją dość niezwykłą. Z pozoru wpisuje się w nurt modnych ostatnio pozycji stojących na pograniczu historii i fantastyki (nie lubię określenia fantasy), ale zarazem porusza zagadnienia, z którymi mało kto potrafi się zmierzyć w sposób pozbawiony moralizatorstwa, łatwo dostępny i komunikatywny. Bez zerkania na zamieszczony na skrzydełku okładki cytat z twórczości Alexisa Tocqueville'a z treści widać wyraźnie, iż tradycja, w tym najprostszym zrozumieniu, gdzieś nam po prostu uciekła jeśli faktów quasi historycznych szukamy w rozbudowanych, liczących po pięćset i więcej stron tomach, gdzie zasadniczej treści jest co najwyżej na wątle opowiadanie. Reszta to właśnie słowo, rozmowa, dialogi, czyli przebija ów brak komunikacji w obszarze tradycji i kultury. Podobnie jak i brak szacunku dla drugiego człowieka, który może przejawiać się w najrozmaitszych formach i za czym tez tęsknimy. To już temat ogromny i trzeba odwagi by z nim się zmierzyć. I o dziwo w tej książce to się udało!
Autor posiadł przy tym sztukę nawiązywania kontaktu z różnymi pokoleniami do których rąk może dotrzeć ta pozycja. Dla jednych mogą to być wspomnienia z własnego dzieciństwa czy młodości, kiedy przeżywało się podobne przygody, dla innych wręcz działanie terapeutyczne gdy raptem uświadamiają sobie, iż ich zachwyt nad zieloną łąką czy mazowieckim piaskiem, a nie plażą na Dominikanie, to po prostu zdrowa reakcja na przesyt bodźcami, nie zaś szukanie na gwałt odpowiedzi '...czy coś ze mną jest nie tak...'. To naprawdę wielki walor tej opowieści.
Jest w niej wszystko, poczynając od zwyczajności - wakacji spędzanych znów nie w '...ciepłych krajach...', ale na działce (i tu znów widać głęboki namysł nad konstrukcją treści, ilu szkolnych patologii, gdyż tym mianem wypada określić wyśmiewanie się czy nawet przypadki agresji, można by uniknąć, gdyby nauczycielka bądź nauczyciel potrafili opowiedzieć w prosty, a zarazem przekonujący sposób, że ich przeżyciem wakacyjnym było podglądanie ptaków czy spotkanie z pszczołami przy starym ulu — tu dygresja: czy przy dość niewybrednej nagonce, gdyż trudno tu znaleźć inne określenie na książki o Harrym Potterze nikt nie zwrócił uwagi na opis postaci bohatera już w pierwszym tomie, grube szkła okularów bądź aparat słuchowy, że o innych rzeczach nie wspomnę, dają asumpt do wulgarnych przezwisk, każdy lekarz, który zetknął się z problemami dzieci przewlekle chorych może zacytować jakimi epitetami określają je ich koledzy i niejeden raz słyszał, iż jego pacjent chciałby przestać istnieć lub mieć tą czarodziejską czapkę niewidkę kiedy wchodzi do szkoły) cieplej atmosfery rodzinnej po ważkie przeslania etyczne. I znów każdy z tematów poruszany jest bez natręctwa. Można nawet postawić pytanie: dlaczego dobro zwycięża - i mamy odpowiedź: nie tak jak to zapisał Johann W. Goethe '....zło to siła mała chociaż złego pragnąc zawsze dobro działa..", ale tak jak mówił św. Tomasz z. Akwinu, iż jest brakiem, który dąży do wypełnienia dobrem aż po brzegi.
Nie można pominąć tez waloru konfesyjnego. Ten temat, znów potraktowany jest nie nachalnie, ale z głębokim namysłem nad każdym słowem. Opis obrzędu liturgicznego - choć może pewne osoby irytować - jest nawiązaniem do najpiękniejszych tradycji kultury europejskiej. I tu można odnieść cytat z Tocqueville'a; źle się stało, że zapomniane zostały liczne teksty o średniowiecznej często proweniencji, (na gruncie polskim chociażby związane ze świętami Matki Bożej Gromnicznej. Zielnej czy Siewnej zilustrowane przez. Piotra Stachiewicza - godne przypomnienia np. „Obrona gniazdka", zebrane w kalendarzu „Boży Rok" czy w tomie „Królowa Niebios" gdzie hymn przed tronem Królowej wyśpiewuje szary skromny wróbelek), homilie do ptaków, spotkanie z wilkiem z Gubbio czy inne przygody Biedaczyny z Asyżu. A konstrukcja pewnych akapitów - m.in. marszu po wodzie św. Franciszka czy później sceny chrztu - zbliżona do legend zebranych w tomie 'Kwiatki św. Franciszka z Asyżu' bądź innych opowieści tradycji franciszkańskiej, jakie tłumaczył w okresie międzywojennym Leopold Staff podnosi tylko walor tej książki. Podobnie jak i nawiązanie do tradycji dominikańskiej w godłach prezentowanych na proporcach stanowiących piękną oprawę graficzną. Słusznie pisał przed laty znany rysownik i architekt Wiktor Zin: piękno jest wielorakie i ukazanie jego sedna również może dokonywać się na wiele sposobów. Tu, z ogromną delikatnością, został wybrany niezwykle trafny.
Doskonałe są nawiązania biblijne, które mogą wzbudzać chęć do poznania oryginału. Czy będą to psalmy, czy nawiązanie do Lewiatana - wszystko aż prosi o odkrycie czy przypomnienie sobie wersji pierwotnej.
A same łodzie z chleba. Tu wypada odwołać się do zastanawiającego wersetu proroka Koheleta: ...ciśnij swój chleb na powierzchnię wód, bo po wielu dniach go odnajdziesz... (Koh.11.1). Gest zda się irracjonalny: po kilku godzinach chleb będzie nie do odzyskania. Lecz biblijny mędrzec wiedział o tym doskonale. Spróbujmy zamiast słowa „chleb" użyć słowa 'dobroć'. I należy zgodzić się z frazą z jednego z ostatnich wywiadów Wiktora Osiatyńskiego: ...dobroć, podobnie jak zło jest zaraźliwa...". Piękna i głęboka metafora.
Zakończenie to już rzecz oddzielna. Przemawia pięknem przez opis archaicznych zwyczajów, które owszem można znaleźć w opracowaniach historyków, ale na ogół w wersji trudnej i z bogactwem przypisów, które potrafią znużyć czytelnika nim dotrze do ostatniego wersu. Tu jest prostota. 1 znów może służyć ono de konstrukcji działań w gronie rodzinnym. Właśnie na wakacjach. To kolejne terapeutyczne przeslanie tej książki, by być ze sobą razem, znaleźć czas dla siebie i by pozostawiał on w nas cos więcej niż bezrefleksyjny relaks.
Nawiązanie do łaciny w modlitwach również może nieść taki walor. Świadoma nauka każdego języka sprzyja równowadze neuropsychicznej. Prowadzi do bardziej świadomego odmawiania modlitw, wyciszenia. spokoju. A to - poza sama sferą duchową - w '...spęczniałym mową świecie..." jak pisał, i to już w początkach XX wieku, Charles Peguy jest walorem nie do przecenienia.
Gratulacje dla Autora i niecierpliwe oczekiwanie na ciąg dalszy.
Maria Turos
***
Dr Maria Turos - doktor nauk medycznych, etyk i teolog, pracownik naukowy Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Pasjonatka historii medycyny wojskowej, szczególnie przełomu XVIII i XIX wieku, kolekcjonerka.
Polecane

