Historia Gorzkich Żalów

Księża Misjonarze św. Wincentego à Paulo przybyli do Polski w czasie wojny kozackiej, w roku 1651, na zaproszenie królowej Ludwiki Marii. Dwa lata później oddano im parafię przy warszawskim ko- ściele św. Krzyża. Kościół, spalony w czas potopu, w latach 1679-1696 został odbudowany i rychło osiągnął obecną świetność (podówczas brakło mu tylko dzisiejszej fasady, dobudowanej nieco później). Polscy misjonarze mieli już wtedy w Rzeczypospolitej własną prowincję zakonną i tyle domów, ile lat przeżył na tej ziemi Pan Jezus – trzydzieści trzy. Prowadzili liczne seminaria duchowne, kształcąc księży własnych i diecezjalnych. W całym kraju głosili misje ludowe.
Przy warszawskim kościele św. Krzyża działało wówczas bractwo św. Rocha, powołane ku opiece nad chorymi, ale i ku działalności nabożnej. Mianowicie od roku 1698 organizowało ono nabożeństwa pasyjne zwane Fasciculus myrrhae – „Snopek miry”. Ta tradycyjna nazwa, dziś pewnie dość zaskakująca, nie była podówczas niczym niezwykłym. Odwołuje się ona do Pieśni nad Pieśniami i jej późniejszych interpretacji łączących miłosną retorykę starotestamentowego tekstu z Męką Pańską. Otóż Pieśń nad Pieśniami opiewa miłość Oblubienicy do Oblubieńca, co jest, jak się uważa, alegorią miłości Boga do Narodu Wybranego, zarazem zaś zapowiada oblubieńczą miłość Chrystusa i Kościoła, którą święty Paweł przedstawił w Liście do Efezjan (Ef 5, 23-32). Z kolei mirra, która w Pieśni nad Pieśniami jest dla Oblubienicy symbolem ukochanego Oblubieńca, przynależy też do wonności, którymi miano uczcić po śmierci Ciało umęczonego Chrystusa (J 19, 39-40). Jak zaś wiemy, Ewangelia świętego Mateusza podaje, że mędrcy ze wschodu przynieśli nowo narodzonemu Dzieciątku złoto, kadzidło i mirrę (Mt 2, 11). Od wieków interpretowano te dary jako swego rodzaju proroctwo; taka interpretacja była też powszechna w dawnej Polsce. Nawet popularne kolędy powiadały:
Kadzidło jako Bogu, a złoto Królowi,
a mirrę śmiertelnemu dajem człowiekowi.
Czy wręcz:
Temu królowi Zbawicielowi,
trzej królowie złoto, mirrę, kadzidło ofiarowali.
Złoto króla, kadzidło kapłana,
a mirra, a mirra znacyła Mękę Pana.
Stąd też piękne motto poprzedzające Pobudkę Gorzkich żalów, a tak- że ich pierwotny tytuł, powtórzony za wcześniejszym nabożeństwem pasyjnym – nie stanowiły dla ówczesnych czytelników zagadki.

Na siedemnastowieczny Fasciculus myrrhae składały się między innymi pieśni i dialogi pasyjne pochodzące ze średniowiecznej jeszcze tradycji, a odgrywane przez aktorów-amatorów z bractw pobożnych. Organizacja tych teatralizowanych nabożeństw wymagała więc niemałych zabiegów i była kosztowna, ponoć nawet zbyt kosztowna. W brackiej księdze zapisano uwagę, że owe „dawne śpiewania złożone z dowolnych hymnów łacińskich i niektórych pieśni polskich nie były przystępne i zrozumiałe dla ludu i przechodziły możność i zasoby bractwa”. Dlatego na specjalnie zwołanej sesji bractwa w dniu 2 stycznia 1707 roku postanowiono, aby zamiast dotychczasowych przedstawień sporządzić „książeczkę polską o Męce Pańskiej, aby sami ludzie alias bractwo mogło śpiewać”. Zwraca uwagę czas podjęcia tej decyzji – a mianowicie epoka wojny północnej, gdy dżuma pustoszyła Rzeczpospolitą znacznie skuteczniej, niżeli pół wieku wcześniej szwedzki „potop”. Z inicjatywą wystąpiło zaś bractwo św. Rocha, czyli patrona, do którego uciekano się w czas zarazy. I tak, na polecenie księdza Michała Bartłomieja Tarły, proboszcza kościoła św. Krzyża, zredagowania nowego nabożeństwa podjął się moderator bractwa, ksiądz Wawrzyniec Stanisław Benik. Już w lutym tego samego roku drukarnia warszawskich pijarów wytłoczyła książeczkę zatytułowaną tym razem po polsku: „Snopek miry”; był to właśnie pierwodruk naszych Gorzkich żalów. Jeszcze w tym samym miesiącu, w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, miało miejsce ich pierwsze w dziejach wykonanie w obecności księdza Stefana Wierzbowskiego, oficjała warszawskiego.
Domniemany autor i oryginalność Gorzkich żalów
Ksiądz Wawrzyniec Stanisław Benik (a właściwie: Bönnig) urodził się 17 sierpnia 1674 roku w Reszlu na Warmii. Do seminarium wstąpił w roku 1696, rok później złożył śluby, potem studiował teologię w seminarium św. Krzyża w Warszawie, następnie zaś przybył do Krakowa, gdzie otrzymał święcenia kapłańskie i wykładał w seminarium zamkowym na Wawelu. W roku 1703 powrócił na placówkę warszawską, aby po dziewięciu kolejnych latach, w roku 1712, osiąść w Mławie spustoszonej epidemią dżumy i opuszczonej przez księży diecezjalnych. Tam właśnie biskup płocki Seweryn Szczuka ufundował misjonarzom Dom Zgromadzenia i zaprosił ich do sprawowania opieki duszpasterskiej. W sześć miesięcy potem, w styczniu roku 1713, czterdziestojednoletni ksiądz Benik został mianowany mławskim proboszczem. Umarł tamże 23 kwietnia 1720 roku. Spoczywa w krypcie księży misjonarzy w miejscowym kościele cmentarnym.
Jak się powszechnie uważa, to właśnie księdzu Benikowi przypada w udziale autorstwo koncepcji nabożeństwa, tekst Hymnów i Lamentów9 oraz redakcja Smutnej rozmowy duszy z Matką Boską. Mimo bowiem literackich pokrewieństw i domniemanych wzorów – Hymny i Lament wydają się oryginalne. Tylko Rozmowa jest przetworzeniem średniowiecznej sekwencji Stabat Mater Dolorosa pióra Giacopone da Todi. Sarmaci znali ją z przekładu pióra księdza Stanisława Grochowskiego z roku 1599 – i ten właśnie przekład uległ w Gorzkich żalach przeróbce10. Natomiast Inwokację „Bądź pozdrowiony” zamykającą Lament śpiewano już ponad pół wieku wcześniej na zakończenie Litanii do Wszystkich Świętych; z kolei antyfona „Któryś za nas cierpiał rany” zamykała w wieku XVII bolesną część tajemnic Różańca.
Nic dziwnego, że ksiądz Benik skorzystał z doświadczenia poprzednich pokoleń. Było to nieuniknione. Wszak rozważania o Męce Pańskiej praktykowano w Polsce od dawna. Organizowały je i propagowały liczne zakony – dominikanie, franciszkanie, bernardyni, jezuici i inni. Znano popularne do dziś „Ćwiczenia duchowne” świę- tego Ignacego Loyoli, założyciela jezuitów, który wzywa w nich, aby podczas rozważania Męki Pana pobudzić się „do boleści, smutku i płaczu”, prosząc Boga „o boleść wespół z Chrystusem pełnym boleści, o udrękę serca z Chrystusem udręczonym, o łzy i mękę wewnętrzną”, a wszystko to „z powodu tak wielkiej męki, którą Chrystus wycierpiał za mnie”. To rozważanie mogło wydawać się w zewnętrznych formach niezwykle emocjonalne i dramatyczne niczym późnobarokowy krucyfiks, wcale jednak nie musiało być nieuporządkowane. Uważano bowiem, że – tu zacytuję Małgorzatę Saganiak, autorkę studium dotyczącego przeżywania Gorzkich żalów w wieku XVIII – „rozum – Boski pierwiastek człowieka – przenika i opanowuje całe jego życie, co nie oznacza bynajmniej eliminacji uczuć, ale ich kształtowanie, modelowanie, a nawet wywoływanie wolą, kontrolowaną przez rozum”. A zatem owo niezwykłe w Gorzkich żalach współistnienie rozumu i emocji, wiary i uczucia – znano i praktykowano podczas nabożeństw pasyjnych już wcześniej. Gorzkie żale, choć były zjawiskiem nowym, wynikły jednak wprost z sarmackiej pobożności wieku XVII, a z czasem stały się jej pomnikiem.
Jacek Kowalski
Ze wstępu do książki 'Gorzkie żale 1707'
Polecane

