Darmowa dostawa od 199,00 zł
tel 509731913
Bezpieczne zakupy
Idosell security badge

Czy Jagna była ofiarą?

2024-03-25
Czy Jagna była ofiarą?

„Chłopi” Reymonta – barwna i tragiczna epopeja chłopska  

„Człowiek to jak świnia, niełacno mu ryja unieść do słońca.”  

Błędy, porażki, złe decyzje, pech – im więcej nieszczęścia spadnie na człowieka, im bardziej ciężar win go przytłoczy, tym usilniej rozgląda się za jakimś kozłem ofiarnym. Czasem rozumiano to dosłownie, tak jak w rytualnym przerzuceniu wszystkich win wspólnoty żydowskiej na nierozumne zwierzę, które posyłano na śmierć na pustynię. W innych dawnych wierzeniach również występowały podobne motywy. Skłonność do takiego zachowania, często bardziej zawoalowanego, wykazują zarówno pojedyncze osoby, jak i całe społeczności. Większość jednoczy się przeciwko jednostce, która nie ma jak się obronić wobec gniewu tłumu. Obarczana jest odpowiedzialnością za wszystko, co złe, i skazywana na odbycie kary dla ratowania ogółu. Czy coś nam to przypomina? Ha, u progu Wielkiego Tygodnia zagadka jest tym prostsza.

"Lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród." J 11, 50

Ludzie, nie pozbawieni sumienia, zawsze przeczuwali, że ich zło nie może pozostać bezkarne i bez konsekwencji; że z każdą zbrodnią popychają świat ku zagładzie i ktoś musi coś z tym zrobić. Potrzebna jest ofiara przebłagalna, coś, jak wyrównanie rachunków. Wyrządzone zło trzeba odpokutować. Szukali czegoś lub kogoś, kto mógłby wziąć to na siebie.

Tymczasem Bóg nie chciał krwawej ofiary, aż do momentu, kiedy doskonała ofiara dokonała się dobrowolnie w przeczystym, nieskalanym Baranku Wielkanocnym…  

 

Czy Jagna była ofiarą?

Niektórzy widzą w Jagnie demona wodzącego na pokuszenie prostych, bogobojnych ludzi. Inni współczują jej jako ofierze złości, zawiści i wykorzystywania seksualnego.

Kim była naprawdę?

Modrooka piękność, do której wzdychali wszyscy parobkowie we wsi, a nie znosiły wszystkie kobiety poza własną matką. Cóż, wzdychali to zbyt górnolotne słowo. Urodziła się chłopką i los nie przewidział dla niej dworskiej miłości, rodem z romantycznych ballad, których tak chciwie słuchała. Zauroczeni mężczyźni we wsi nie układali hymnów na jej cześć ani tej czci nie bronili. Praktyki mieli bardziej pierwotne – jak chcieli, to brali.

 

A ona? Rozmarzona, nieobecna – fantazja ciągle unosiła ją w inne miejsca, niewiele robiła sobie z rzeczywistości. Przez matkę traktowana jak oczko w głowie, rozpieszczana, zdrowo karmiona, nie przemęczała się za bardzo. Wyrosła na leniwą, nie liczącą się z innymi "srokę", której oczy świeciły się do wszelkich błyskotek, korali, jedwabiów. Całkowicie nieświadoma zagrożeń, dawała nieść się fali. Matka kazali iść za Borynę – to poszła. Silny mężczyzna uparł się, żeby skraść jej całusa albo coś więcej? Opierała się, ale nie była też z tych, co by się sztyletem pchnęły z obawy przed hańbą… Opisy tych sytuacji nie są bardzo precyzyjne, ale początkowo noszą znamiona gwałtu.

Jak się w tym odnajdywała Jagna? Pozwoliła zrobić z siebie to, czego wszyscy od niej oczekiwali…

Wszyscy, czyli kto? Żyjące w nędzy, ciężko pracujące, często przymierające głodem, „wolne” chłopstwo. Ludzie nieucywilizowani, drapieżni, o ostrych językach i prostackich obyczajach; wylewający łzy podczas kazania na niedzielnej mszy, ale nie potrafiący przełożyć wygłaszanych nauk na własne życie. Kiedy podstawowe potrzeby człowieka nie są spełnione, często do głosu przychodzą najgorsze cechy – zazdrość, zawiść, pogarda, okrucieństwo. Nie było miłosierdzia w Lipcach, o nie! Oko za oko, ciągła wrogość między sąsiadami i w rodzinach, gdzie rodzice wyklinali dzieci, dzieci podnosiły rękę na rodziców. Ciągła walka o morgi i znamienne „swojego nie popuszczę!”… Do tego ciągłe wyzwiska wplecione w codzienny język („Pludraki ścierwie! Kobyle syny! Świńskie podogonia! Sobacze pociotki! A żeby was mór nie ominął! Bych was wytracili co do jednego kiej psy wściekłe…” – oto niektóre z nich. Trzeba przyznać, że bardziej wymyślne niż to, co dzisiaj można usłyszeć na ulicy, ale nie mniej agresywne…). Niewierność również była tu częstym grzechem, a trudno było cokolwiek ukryć przed wszechobecnymi oczami i szerzącymi się z prędkością światła plotkami. Wystarczyła iskra fałszywych oskarżeń na Jagnę, które czyniły ją winną nie tylko zgorszenia, ale beneficjentką ich strat, by gniew i żal eksplodowały skutkując samosądem. Uczyniono sobie okrutne igrzyska.

Rozpętała się straszliwa burza, wśród ludzi i w przyrodzie, a potem – cisza, spokój. Ludzie wychodzą z domów na swoje pola, do pracy, pełni nadziei na lepsze jutro… Przecież nie na darmo pozbyli się tej wywłoki, która musiała gniew Boży ściągnąć na ich wieś…? A jednak, coś z drogi krzyżowej miała ta procesja, obwożenie zhańbionej, umęczonej Jagusi, którą jeszcze nie dawno wszyscy hołubili, karmelkami karmili. Cały przepych uleciał, jak wspomnienie niedzieli palmowej… Nigdzie przyjaznej twarzy, życzliwego spojrzenia – tłum bezlitośnie obszedł się również z tymi, którzy o nią walczyli. Samotność, cierpienie, odrzucenie.

Cóż, trudno nazwać Jagnę Chrystusem Lipnic, aby miała wybłagać dla nich rozgrzeszenie. Przede wszystkim – nie była niewinna, choć na pewno nie zasłużyła na tak okrutny sąd. Jej przewiny względem Boryny i Hanki, przy jednoczesnym braku jakiejkolwiek skruchy, wołały o pomstę do nieba, ale za życia zafundowano jej taki czyściec, że pewnie kara, która ją mogła czekać po śmierci, musiała zostać bardzo mocno zredukowana.

Poza tym, Jagusia raczej nie modliła się o przebaczenie win swoim prześladowcom. Bardziej prawdopodobna byłaby u niej reakcja typowa dla mieszkańców Lipiec, czyli wygrażanie i wzywanie o pomstę krzywd.  

 

 

O czym opowiada książka Władysława Reymonta „Chłopi”? W jaki sposób wywalczyła sobie prestiżową, tak pożądaną Nagrodę Nobla?

Historia Jagny dzieje się na tle bogato opisanego świata ubogiej wsi polskiej. Jagna wyróżnia się na tle nieucywilizowanych prostaczków, którymi szargają różne namiętności i nie są skrywane pod płaszczykiem dobrych manier. Pokazuje to człowieczeństwo odarte z szat – czasem piękne, czasem okrutne, jak sama natura, jak świat skażony grzechem, ale jednak stworzony przez Boga.

O czym zatem opowiada film „Chłopi”?

Podstawową różnicą jest skupienie się tylko na historii Jagny, podczas gdy w powieści ciekawych wątków jest znacznie więcej. Jest to zrozumiałe i uzasadnione – trudno, aby tego rodzaju film trwał 3 godziny, a tyle na pewno trzeba by liczyć, jeśliby chcieć pokazać dodatkowo perspektywę innych postaci. Zresztą, o takich, na które warto jeszcze zwrócić uwagę, trudno opowiadać dzisiejszemu odbiorcy, trudno oczekiwać zrozumienia! Jak przedstawić poczciwego Kubę, albo starą Agatę, myślącą jedynie o śmierci, Panu Jezusicku i o tym, jak bliźnim ciężar, spoczywający na ich barkach uczynić lżejszym? Oczywiście, tematy kościelne zostały też mocno zredukowane, ale nie całkowicie. Może to i dobrze, skoro wcale nie są klarowne i trzeba by wiele wyczucia, aby pokazać całokształt?

Film „Chłopi” jest estetyczną ucztą dla zmysłów (co nie oznacza, że trafi w gusta każdego). Czerpanie z bogactwa malarstwa Młodej Polski okazało się znakomitym pomysłem (jak tylko się dowiedziałam o projekcie, nie mogłam się doczekać tych obrazów i czerpałam ogromną przyjemność ze scenerii, jakie nam pokazali twórcy!). W przeciwieństwie do pełnej realizmu książki, ma charakter symboliczny i niektóre pomysły, jak przedstawić poruszane problemy w sposób lekki, artystyczny, podobny przypowieściom, naprawdę się autorom udały – warto zwrócić uwagę na takie detale jak np. czerwona wstążka, spływająca w kałuży błota podczas sceny sądu nad Jagną lub słowa o jej wycinankach (aluzja do odrealnienia dziewczyny i nieprzystosowania do życia w prawdziwym świecie).

Moje największe zastrzeżenie dotyczy ostatniej sceny – filmowa Jagna po wypędzeniu wstaje z gnoju, prostuje plecy. Pozwala, aby litościwy deszcz zmył z niej cały brud, który pozostawili na niej oprawcy. Pokazuje, że w głębi pozostała czysta, że nie mogą jej dosięgnąć. Odchodzi dumnym, pewnym krokiem. Takie rozwiązanie gryzie się mocno z zakończeniem książki, w którym Jagna po tej hańbie i cierpieniu większym, niż mogłaby znieść, nie potrafi już wrócić do życia. Jest złamana. Leży prawie bez ruchu, bez woli. Nie ma z nią kontaktu. Ludziom zdaje się, że z bólu pomieszał jej się rozum. Ona nie była silna, tylko momentami zuchwała; ale tak naprawdę – krucha i zależna. Choć czasem wydawało się, że niewiele robi sobie z ludzkiego gadania, to jednak Lipce były całym jej światem. W oczach ludzkich się przeglądała i, do tej pory, nawet, jeśli nie była lubiana, to była piękna, szykowna, ważna, a przez mężczyzn ubóstwiana. Była obiektem plotek i zazdrości, żona pierwszego gospodarza we wsi! A teraz została zrównana z błotem…    

 

Nie osądzajmy. Nie szukajmy winnych wokół siebie. Zostawmy drzazgi w oczach bliźniego. Pozwólmy Chrystusowi zająć się naszymi grzechami – Barankowi, którego ofiara naprawdę ma znaczenie. Kapłanowi, Sobie Samemu składającego w ofierze Samego Siebie. A zamiast szukać kozła ofiarnego, prośmy o łaskę daną Szymonowi z Cyreny – abyśmy mogli mieć udział w ofierze Zbawiciela. Abyśmy mogli z Nim razem ponieść Krzyż, z Nim razem cierpieć.        

***

Czego człowiek nie sieje ni potrzebuje, to się bujnie rodzi — zauważyła któraś otrzepując ze ziemi jakiś chwast wyrwany.

— Jak każde złe! Grzechu ano nikt nie posiewa, a pełno go na świecie.

— Bo plenny! Moiściewy! póki grzechu, póty i człowieka. Przeciech powiadają: bez grzechu nie byłoby śmiechu, albo to: kiejby nie grzech, to by człowiek dawno zdechł! Potrzebny musi być na coś, jako i ten chwast, bo oba stworzył Pan Jezus! — prawiła po swojemu Jagustynka.

— Pan Jezus by ta stworzył złe! Juści! Człowiek to jak ta świnia, wszyćko musi swoim ryjem pomarać!   

pixel