Darmowa dostawa od 200,00 zł
tel 509731913

Dmowski, Chesterton, Belloc... Londyn i sprawa polska.

2026-09-17
Dmowski, Chesterton, Belloc... Londyn i sprawa polska.
Starał się Dmowski wyrobić sobie jak najszersze stosunki z różnymi sferami opinii angielskiej, brał udział w życiu towarzyskim, składał dużo wizyt, poświęcał wiele czasu i wysiłków na urządzanie przyjęć dla wybitnych Anglików i przedstawicieli innych narodów przebywających w Londynie. W ciągu kilku miesięcy patrzyłem na to, jak przez dom na Mount Street przewinęło się dziesiątki osób; nie było prawie dnia, by na południowym śniadaniu, lub na wieczornym obiedzie nie było jakiegoś gościa. Na przyjęciach tych bywało najwyżej po kilka osób, nie chodziło bowiem Dmowskiemu o względy towarzyskie, lecz o to, by móc spokojnie rozmawiać o tych sprawach, które miał do załatwienia. Bywali przedstawiciele rządu, wyżsi urzędnicy, parlamentarzyści, czołowi publicyści, dziennikarze, ludzie nauki, wybitni pisarze – bywali także cudzoziemcy, przebywający stale lub w przejeździe w Londynie. Wiele nazwisk wyleciało mi z pamięci, wspomnę więc tylko nazwiska osobistości wybitniejszych lub takich, które mnie bardziej zainteresowały. Z urzędników ministerstwa spraw zagranicznych bywał dość często Sir George Clerk, kierownik wydziału spraw wschodnio-europejskich, a także jego pomocnik zajmujący się specjalnie sprawami polskimi, Gregory. Sir George bywał zapraszany, gdy nasuwała się jakaś ważniejsza sprawa nas dotycząca.
 724251637_1555356312922711_5132335735954546487_n
Grafika wygenerowana przez AI
Pamiętam dobrze obiad, gdy Dmowski wrócił ze Szwajcarii po założeniu Komitetu Narodowego i zajął się przeprowadzeniem uznania Komitetu przez rząd angielski. Przez kilka godzin słuchał Sir George wykładu o istocie i zadaniach Komitetu, stawiając liczne i ważne pytania. Był on pewnie referentem tej sprawy w ministerstwie – została ona, jak wiadomo, załatwiona pomyślnie. Page-Croft, który żywił dużą sympatię do Dmowskiego i pomagał nam skutecznie w różnych naszych zabiegach. Z pośród publicystów wymienię Wickhama Steed’a, autora artykułów wstępnych w „Times’ie” i J. Colvina, autora artykułów wstępnych w konserwatywnym dzienniku „Morning Post”. Steed zajmował zawsze poprawne stanowisko wobec spraw naszych, a znał dobrze Polaków i Polskę, boć przez dłuższy czas był korespondentem swego dziennika we Wiedniu i tam stykał się z politykami polskimi. W stosunkach osobistych z nami był jednak bardzo powściągliwy, Dmowskiego – o ile zdołałem zaobserwować – nie lubił, miał też dobre stosunki z Augustem Zaleskim i innymi Polakami należącymi do obozu aktywistycznego. Colvin natomiast czuł się bardzo dobrze w naszym towarzystwie i oddał nam niejedną ważną usługę. W dziennikach angielskich był taki zwyczaj, że artykuł wstępny pisał codziennie ten sam współpracownik, jasną jest tedy rzeczą, jak pożyteczne było posiadanie dobrych stosunków z zajmującymi tak wybitne stanowiska publicystami. Bywali też różni dziennikarze, wymienię z pośród nich tylko Rothesay Reynolds’a, który bywał jako korespondent w Polsce (napisał książkę o Warszawie), Dmowskiego znał dawno i był dla niego bardzo życzliwie usposobiony. Z wybitnych pisarzy angielskich wymienię G.K. Chestertona, Hillaire Belloca, Bensona (napisał w czasie wojny książkę o Polsce). Pozostaną mi na zawsze w pamięci chwile spędzone z Chestertonem, który doskonale rozumiał sprawę polską, miał zresztą wybitne talenty towarzyskie, umiał opowiadać i był zawsze pełen dobrego humoru. Nie mogę wreszcie pominąć byłego konsula angielskiego w Konstantynopolu Fitzmaurice’a, który znał świetnie sprawy Bliskiego Wschodu europejskiego i był pełen interesujących wiadomości o ludziach i polityce tego obszaru. Z wielkim zainteresowaniem słuchałem tego, co mówił o lożach masońskich i ich działalności na Bliskim Wschodzie. Nie wiem, czy sam był wolnomularzem, miał jednak, jak się później przekonałem, ścisłe wiadomości o działalności lóż.
 Komitet-Narodowy-Polski-in-Paris-1918-Polish-National-Committee-concerned-by-France-as-provisional-Polish-goverment
Z pośród cudzoziemców bywał częstym gościem członek ambasady włoskiej Antonio Cippico, którego później, w roku 1926, spotkałem w Rzymie jako senatora i czynnego faszystę, sekretarz i attaché wojskowy ambasady francuskiej (nazwisk nie pamiętam), korespondent „Figara” Coudurier de Chassoigne, bardzo miły i wesoły kompan; opowiadał nam kiedyś w przystępie dobrego humoru o tym, że należy w Londynie do loży, w której się gromadzą pracownicy restauracyj, drwił sobie z masonerii, lecz przekonywał nas, że wielce użyteczną rzeczą jest, gdy maitre d’hotel jest „bratem”... Z Japończyków najbardziej interesującym był sekretarz ambasady Shigemitsu, który później w okresie między dwiema wojnami był przez jakiś czas ministrem spraw zagranicznych. Bywał też znany pisarz hiszpański Madariaga, Finlandczyk, prof. Holsti (później minister spraw zagranicznych), Chorwat Trumbicz i inni. Z przejezdnych de Flers (ze spółki pisarskiej de Flers i Caillavet), który jako wojskowy był dłuższy czas w Rumunii i wracał do Paryża. Nazwiska te przytaczam dlatego, by dać poznać, jacy to ludzie bywali u Dmowskiego i podkreślić przez to, jak pożyteczne były wysiłki, by im rozjaśnić zagadnienia związane ze sprawą polską.
 766861795_4345407822269723_82592793696806976_n

Nie władałem wówczas dostatecznie językiem angielskim, lecz rozumiałem dobrze, co wobec mnie mówiono. Gdy za tym goście nie znali francuskiego, to byłem przeważnie milczącym uczestnikiem tych zebrań. Miałem jednak możność podziwiania, z jaką umiejętnością i taktem prowadził Dmowski swoją propagandę. Znał doskonale z różnych podróży i książek stosunki polityczne wszystkich państw, miał dar jasnego wykładu, umiał to, co mówił, okrasić dowcipem. A wreszcie miał dobrego kucharza i dobrze zaopatrzoną piwnicę. Goście czuli się zawsze bardzo dobrze. Gdy zaś grunt był dobrze przygotowany, umiał Dmowski nawiązać do spraw polskich i wbić w umysły słuchaczy to, na czym mu zależało. Ażeby ocenić te dobrze obmyślane wysiłki Dmowskiego i zdać sobie sprawę z tego, że przygotowały one grunt do wielu późniejszych powodzeń, trzeba pamiętać o tym, że Anglików na ogół nie łatwo wzruszyć i że w stosunkach towarzyskich są bardzo powściągliwi.

Gdy gość był Francuzem, Włochem lub Hiszpanem, to rozmowa nawiązywała się łatwo i toczyła się żywo. Z Anglikami trzeba było przełamać wiele trudności, zwłaszcza przy pierwszym spotkaniu, a już trudno było doprowadzić do czynnego udziału w rozmowie, a jeszcze trudniej wzruszyć. Pamiętam, jak przyszedł na obiad jakiś dość poważny Anglik, Dmowski starał się go rozruszać, lecz musiał sam podtrzymywać rozmowę. Wreszcie przeszliśmy na kawę i cygara do biblioteki i usiedliśmy przed kominkiem. Energia Dmowskiego się wyczerpała, siedzieliśmy tak z godzinę, odzywając się zrzadka. Anglik nic prawie nie mówił, wreszcie wstał i z całą szczerością i prostotą powiedział, że spędził czas przyjemnie i pożytecznie (I have enjoyed). Pożegnał się serdecznie i poszedł; mieliśmy wrażenie, że godzina poobiednia z cygarem w ustach i widokiem palącego się na kominku ognia sprawiła mu rzeczywistą i głęboką przyjemność, przerabiał może w myśli to, co mu w czasie obiadu mówił Dmowski.

Dużo czasu poświęcał Dmowski pisaniu obszernego memoriału o „Zagadnieniach środkowo- i wschodnio-europejskich”, dużo też rozmawialiśmy na ten temat. Wyjaśniał mi pan Roman, dlaczego rzecz tę pisze i dlaczego zamierza ją drukować w języku angielskim. Uważał on, że trzeba Anglików przekonać o konieczności odbudowania po wojnie niepodległego państwa polskiego i wytłumaczyć im, jakie terytorium państwu temu przyznać należy, ażeby mogło być trwałe i odegrać swą rolę w Europie wschodniej. Wykładał mi też, jakiej metody trzymać się należy, by cudzoziemców przekonać o tym, jak sprawę polską traktować należy – nie można się powoływać na to, co jest potrzebne Polsce i jakie są interesy polskie, nie można też wychodzić z założeń moralnych i powoływać się na wymagania sprawiedliwości politycznej i społecznej, bo w polityce nie decydują względy moralne i oderwane zasady, lecz interesy i poglądy na rozwój spraw europejskich. Trzeba więc uzasadniać poglądy na przyszły rozwój stosunków europejskich i brać pod uwagę interesy państw sprzymierzonych, oraz to, co będzie odpowiadało tym interesom na terenie Europy środkowej i Wschodniej. Starał się też Dmowski tak wykładać swe myśli, by nie było widać, że pisze memoriał Polak, lecz w sposób ścisły i obiektywny przedstawiać, co robić należy z punktu widzenia przyszłości Europy i dążeń państw sprzymierzonych do walki z Niemcami. Kto dziś, po latach z górą trzydziestu, przeczyta pracę Dmowskiego, noszącą po angielsku tytuł „Problems of Central and Eastern Europe”, ten musi przyznać, że zawarte w niej wywody mogły trafić do przekonania każdemu Europejczykowi. Logika i jasność wykładu narzucić się muszą każdemu czytelnikowi.

Fragment książki 'Roman Dmowski w świetle listów i wspomnień'.

 

Polecane

Roman Dmowski w świetle listów i wspomnień

Roman Dmowski w świetle listów i wspomnień

99,00 zł brutto/1szt.99 pkt.Min. cena z 30 dni 79,00 zł/1szt.Cena regularna 119,00 zł brutto/1szt.
Bunt duszy polskiej. O twórczości politycznej i literackiej Romana Dmowskiego (z lat 1893-1934)

Bunt duszy polskiej. O twórczości politycznej i literackiej Romana Dmowskiego (z lat 1893-1934)

99,00 zł brutto/1szt.99 pkt.Min. cena z 30 dni 89,00 zł/1szt.Cena regularna 119,00 zł brutto/1szt.
pixel