Recenzja: „Bunt duszy polskiej" Krzysztofa Kosińskiego

Recenzja: „Bunt duszy polskiej" Krzysztofa Kosińskiego
Zacznijmy od tego, że po skończeniu „Buntu duszy polskiej" chce się wrócić do Dmowskiego. Nie do opracowań o nim, nie do artykułów — do niego samego. Do „Myśli nowoczesnego Polaka", do „Podstaw polityki polskiej", do jego powieści. To chyba najlepsza rzecz, jaką można powiedzieć o monografii poświęconej czyjemuś pisarstwu.
Krzysztof Kosiński podjął się zadania, które w teorii brzmi akademicko i trochę ciężko: prześledzenie całego dorobku pisarskiego Romana Dmowskiego, od pierwszych tekstów z 1893 roku aż po ostatnie pisma z lat trzydziestych. W praktyce wyszła z tego książka, która — mimo imponującego aparatu przypisów — czyta się z prawdziwą przyjemnością.
Dmowski, jakiego nie znamy
Problem z Dmowskim jest taki, że ci, którzy go czytają, najczęściej robią to przez pryzmat już przyjętej tezy. Kosiński wprost to diagnozuje we wstępie — pisarstwo Dmowskiego było przez dekady fałszowane wielokrotnie i z różnych stron: przez propagandę PRL, przez środowiska postsolidarnościowe, przez przeważający dyskurs publicystyczny III RP, który chętnie przyklejał mu kolejne etykietki, byle nie czytać go poważnie. W efekcie mamy do czynienia z postacią historyczną, o której wszyscy mają zdanie, ale którą mało kto naprawdę zna.
Kosiński nie robi rewolucji. Nie próbuje z Dmowskiego zrobić kogoś, kim nie był. Robi coś trudniejszego: czyta go uczciwie. Tekst po tekście, w porządku chronologicznym, ze znajomością epoki i kontekstu. I pokazuje, że Dmowski był przede wszystkim pisarzem w pełnym sensie tego słowa. Myślicielem, który swoją rolę rozumiał jako „uprawę duszy narodu", a nie dostarczanie ludziom gotowych dogmatów do wierzenia.
Sam Dmowski mówił o tym wprost: pisał tak, żeby czytelnik zapytał siebie, co on o danych sprawach myśli i dlaczego myśli tak, a nie inaczej. Nie chciał wyznawców. Chciał ludzi myślących. Kosiński tę właśnie ambicję traktuje serio i buduje wokół niej swoją interpretację.
Struktura, która działa
Książka podzielona jest według poszczególnych dzieł Dmowskiego — każdy rozdział poświęcony jest innemu tekstowi lub grupie tekstów. To rozwiązanie sprawdza się znakomicie. Dzięki temu czytelnik może śledzić ewolucję myśli, zobaczyć, jak pewne wątki pojawiają się wcześnie, dojrzewają, zmieniają się pod wpływem doświadczeń. Podróży do Japonii, I wojny światowej, budowania odrodzonej Polski, wreszcie kryzysu lat trzydziestych.
Kosiński zaczyna od debiutu Dmowskiego w tygodniku „Głos", gdzie w 1891 roku, pod pseudonimami „R. Skrzycki" i „Diego Iguenaz", publikował najpierw szkice krytyczno-literackie, potem eseje polityczne. To były czasy, gdy o kształcie nowego pokolenia walczyły dwa nurty — narodowy i socjalistyczny — i kiedy Dmowski jako lider studenckiej organizacji Zet tę walkę prowadził dosłownie, sala po sali, zebranie po zebraniu. Kosiński rekonstruuje choćby epizod z 1890 roku, gdy delegat z Moskwy próbował wciągnąć polskich studentów w rosyjski strajk. Dmowski — mając dwadzieścia pięć lat — nie tylko skutecznie storpedował cały zamysł, ale robił to z chłodną precyzją politycznego gracza. Zaszachował zebranych propozycją formalnego przekształcenia komitetu, wygrał głosowanie o odłożenie strajku, a kiedy socjaliści wyszli z sali, wezwał wszystkich pozostałych do złożenia słowa honoru o zachowaniu poufności. Ta scena, szczegółowo zrekonstruowana przez Kosińskiego, mówi o Dmowskim więcej niż niejeden obszerny esej.
Pierwsze poważne pismo programowe, „Nasz patriotyzm" z 1893 roku, Kosiński czyta jako manifest pokoleniowy. Dmowski rozlicza w nim polską tradycję patriotyczną, uznając sentymentalny kult klęsk i romantycznych zrywów za luksus, na który naród bez własnego państwa po prostu nie może sobie pozwolić. Nie jest to antyromantyzm dla zasady, a chłodna diagnoza: jeśli chcemy przetrwać jako naród, musimy myśleć kategoriami skuteczności, nie pięknych gestów. Ta myśl, jak pokazuje Kosiński, będzie wracać przez całe pisarstwo Dmowskiego — przetworzona, pogłębiona, uzupełniana — ale nigdy porzucona.
Myśli nowoczesnego Polaka i co z nich wynika
Szczególnie interesująco Kosiński omawia „Myśli nowoczesnego Polaka" z 1903 roku, książkę, która weszła do kanonu myśli narodowej, ale bywa czytana wyrywkowo. Autor pokazuje, że Dmowski prowadzi w niej precyzyjny wywód o tym, czym jest naród nowoczesny i co go odróżnia od dawnych wspólnot wyznaniowych czy stanowych. Naród to nie przypadkowe skupisko ludzi mówiących tym samym językiem, ale żywa wspólnota charakterów ukształtowana przez stulecia historii, wspólne doświadczenia i zbiorową pracę nad własną kulturą. Patriotyzm nie jest uczuciem, tylko postawą — wymaga aktywnego działania, odpowiedzialności, gotowości do poświęcenia egoistycznych interesów jednostki na rzecz trwania całości.
Kosiński celnie pokazuje, że „Myśli" są też polemiką ze współczesnymi Dmowskiemu wzorcami myślenia o polityce. Zarówno z konserwatystami, którzy szukali ochrony u zaborców, jak i z socjalistami, którzy polskie interesy chcieli podporządkować internacjonalistycznym mrzonkom. Dmowski widział w obu postawach różne odmiany tej samej choroby: braku podmiotowości.
Realizm, nie cynizm
Jedną z ciekawszych rzeczy, które Kosiński robi w książce, jest obrona Dmowskiego przed zarzutem cynizmu. Realizm polityczny Dmowskiego bywał — i bywa do dziś — mylony z brakiem zasad. Kosiński pokazuje, że to fundamentalne nieporozumienie. Dmowski wyznawał metodę indukcyjną: najpierw fakty, potem wnioski. Nie lubił doktryn wyprzedzających rzeczywistość. Uważał, że polityk, który przykłada do rzeczywistości gotowy szablon ideologiczny i wycina z niej to, co do szablonu nie pasuje, jest po prostu złym politykiem. Ale z tego nie wynikał żaden nihilizm. Dmowski miał bardzo konkretne wartości: prymat interesu narodu, etykę zakorzenioną w tradycji katolickiej, szacunek do wspólnoty jako czegoś cenniejszego niż suma jednostkowych zachcianek.
Kosiński opisuje też mało znany epizod z lat dziewięćdziesiątych XIX wieku, gdy Dmowski zajmował się kwestią emigracji zarobkowej i spędził długie miesiące w bibliotekach, przygotowując „Wychodźstwo i osadnictwo". Nie wystarczyło mu jednak siedzenie nad książkami — pojechał do Brazylii, żeby na własne oczy sprawdzić, w jakich warunkach żyją polscy emigranci. Ten szczegół Kosiński traktuje jako klucz do charakteru Dmowskiego: teoria bez empirii go nie satysfakcjonowała. Musiał zobaczyć.
Człowiek, nie pomnik
To, co wyróżnia „Bunt duszy polskiej" spośród innych opracowań o Dmowskim, to nieustanna obecność człowieka. Kosiński potrafi namalować portret: oto Dmowski wstaje o szóstej rano w swoim Chludowie, pije herbatę, idzie na krótki spacer, po czym do południa pisze jednym ciągiem, bez poprawek, pismem wyraźnym i dużym, angielską stalówką. Przy tym pali gitanes'y, które mu szkodzą. Popołudniami rąbie drewno. W piątki łowi ryby na postny obiad.
To nie są szczegóły dla ozdoby. Kosiński rozumie, że myśl polityczna nie rodzi się w próżni, że jest związana z temperamentem, biografią, konkretnymi wyborami człowieka, który ją tworzy. Dmowski, który jako gimnazjalista zakłada tajne kółko samokształceniowe, żeby „strzec ducha polskiego", i Dmowski, który pół wieku później pisze o cywilizacji europejskiej — to ten sam człowiek, i Kosiński pokazuje tę ciągłość przekonująco.
Pisarstwo Dmowskiego też opisuje z konkretami. Dmowski sam mówił, że kieruje się zasadą oszczędności słowa, szczerości i prostoty. Pisał tak, jak mówił. Nie ganiał za oryginalnym stylem, nie konstruował ozdobnych fraz. Chciał, żeby każdy myślący Polak bez trudu pojął wywód i żeby między autorem a czytelnikiem nie było nieporozumień. Kosiński bierze to poważnie i sam stara się pisać podobnie.
Powrót, którego nie było planować
Jest w tym wszystkim coś trochę ironicznego. Przez dekady robiono wszystko, żeby Dmowski zniknął — fizycznie usuwano jego książki z bibliotek po 1951 roku, potem skutecznie marginalizowano go w dyskursie publicznym. A tymczasem kolejne pokolenie dwudziestokilkulatków samo do niego trafia. Bez obowiązkowych lektur, bez szkolnego przymusu — po prostu sięga, czyta i zostaje. Na spotkaniach środowisk narodowych, w klubach, na kanałach YouTube poświęconych myśli politycznej Dmowski wraca jako żywy rozmówca, nie zabytek. Kosiński daje temu powrotowi solidny fundament — pokazuje, że jest co czytać i dlaczego warto.
Nagroda nie wzięła się znikąd
Jury Konkursu Literackiego im. Józefa Mackiewicza przyznało „Buntowi duszy polskiej" nagrodę główną w 2024 roku. Decyzja trafna. To książka pisana z pasją i rzetelnością jednocześnie, a takie połączenie w historiografii zdarza się rzadziej, niż by się chciało. Kosiński wykonał pracę, której brakowało: przeczytał Dmowskiego uważnie, bez apriorycznych tez, i opisał to, co zobaczył.
Drugie wydanie, poprawione i uzupełnione, wydane przez Wydawnictwo Dębogóra, to dobra okazja, żeby sięgnąć po tę książkę.
Polecane

