Darmowa dostawa od 199,00 zł
Bezpieczne zakupy
Idosell security badge

Otwarte okna. Szkice z kultury humanizmu katolickiego - wstęp Pawła MIlcarka

2023-02-16
Otwarte okna. Szkice z kultury humanizmu katolickiego - wstęp Pawła MIlcarka

Ktoś z przyjaciół po przejrzeniu treści tego tomu powiedział mi zachęcająco, że „to będzie taka książka, którą lubią czytelnicy”. To możliwe, prawdopodobne – i dlatego zdecydowałem się na jej puszczenie w świat z ojcowskich objęć autora. Czy jednak takie książki lubią autorzy? – to już inna sprawa. Autorzy – w każdym razie pewna ich grupa, do której i ja należę – wolą całości zwarte, podporządkowane przejrzystemu planowi i jednej centralnej myśli, rozgałęziającej się tylko tam, gdzie nakazuje to logika wywodu albo i rozkaz twórcy.

Cóż jednak zrobić, gdy powstają też książki, których plan można co najwyżej usprawiedliwiać porównaniem do średniowiecznego miasta: miejsce, w którym przecinały się uczęszczane szlaki, zostaje stopniowo wyodrębnione jakimś ogrodzeniem, a potem okraszone a to rynkiem, a to kościołem, a to innymi budynkami – poszczególne obiekty bywają nawet imponujące lub przyzwoicie wzniesione, za to porządek całości, a zwłaszcza planowość przestrzeni, szerokość ulic i ich połączenia nic nie mają z jasności prostej aleiczy szerokiego bulwaru.

Taka po trosze jest ta książka. Powstała dzięki temu, że w jednym miejscu krzyżują się przebiegi różnych poszukiwań i namysłów autora – w toposie określanym tu mianem humanizmu katolickiego. Mam nadzieję, że czytelnik wstąpiwszy za to ogrodzenie, znajdzie kilka obiektów centralnych godnych dłuższego zastanowienia – a obok nich sporo przybudówek, a obok nich trochę straganów, a na straganach jakieś błyskotki lub małe przedmioty odsyłające jednak myśl do wielkich spraw.

Rzeczywiście, myślę i ja, że tak nienowocześnie utworzona gruba książka ma szansę znaleźć niejednego czytelnika, który poczuje się w niej dobrze – wybierając sobie samemu miejsca zainteresowania, zaś ewentualnie pomijając te, które go nie pociągną – bez obawy, że straci niezbędny składnik „akcji”. Zresztą tych moich czytelników, którzy wolą trochę więcej porządku, uspokajam, że jest go całkiem sporo wewnątrz poszczególnych tekstów.

W każdym razie proszę pamiętać, że książka ta nie jest jakąś chaotyczną „sylwa rerum” – lecz raczej „miastem problemów”. Trzeba do niego wejść przez bramę, którą jest tekst dający pojęcie o tym, czym jest – tutaj i w ogóle – humanizm katolicki. Zaraz za bramą czytelnik wchodzący do tego miasta zobaczy sporą bazylikę poświęconą Catholicitas, czyli chrześcijaństwu pełnemu (jest w niej kaplica europejska, lecz całość dedykowana jest bardziej uniwersalnie). Potem już rzeczywiście niech sam czytelnik wybiera sobie szlak, ulubione „dzielnice”, niech krąży po całości wedle chęci i zapachów.

Poszczególne „dzielnice” książki dają bowiem nieco inne formy i inne tematy. Koty swoimi drogami to spotkanie z kilkoma autorami ubiegłego stulecia, których twórczość sięgała szczytów humanizmu katolickiego w różnych dziedzinach kultury (to, że nie ma tam osobnego szkicu o roli św. Jana Pawła II w promocji prawdy, wolności i cywilizacji życia, wynika jedynie z tego, że opublikowano już wiele takich, do których nie mam śmiałości nic dopowiadać). W Archiwum idei i postaw pojawia się dossier na temat dwudziestowiecznego sporu teologów o nadprzyrodzoność, fundamentalnego dla „naturalności chrześcijańskiej”. W Lekcjach średniowiecza przechodzimy nie tylko do innej epoki, ale i do wyraźnie innej formy – studiów, nie szkiców – aby przyjrzeć się, na przykładach sztuki i myśli, czym był (lub jest) humanizm chrześcijaństwa, zanim humanizm (inny) zostanie chrześcijaństwu przeciwstawiony. O tejże konfrontacji – lub raczej o próbie „humanistycznego” unieważnienia chrześcijaństwa – mówią teksty w Zamiast christianitas, zwłaszcza ten śledzący ewolucję epikureizmu od antypolityki do polityki hedonizmu. Jak wiadomo, owa konfrontacja przyniosła światu wierzących nie tylko ubytki, ale i zgoła apokaliptyczne próby wierności pośród konkurencji totalitarnych „religii politycznych” w XX wieku oraz dwóch wojen światowych – i echa tego znajdzie czytelnik w serii niedługich szkiców w Sprawach Kościoła w Sardes. U końca książki, jakby u drugiej bramy naszego „miasta problemów”, jest jeszcze kilka szkiców w Na ziemi katedr, gdzie to właśnie topos świątyni–katedry ogniskuje staro - nowe refleksje o stanie chrześcijaństwa w świecie do niedawna chrześcijańskim.

W tytule książki są Otwarte okna. Chętnie zachowam wieloznaczność tego tytułu. Jednak jest prawdą, że gdy go wybierałem, myślałem zarówno o tej otwartości chrześcijaństwa, która budzi zainteresowanie świata, jak i o otwieraniu okien oraz patrzeniu na świat z wnętrza chrześcijańskiej Arki Noego. W sumie obecnie myślę też o swoich czytelnikach jako o osobach chodzących po ulicach książki-miasta i zaglądających do wnętrza problemów właśnie przez otwarte czy uchylone okna tekstów.

Myślę, że na krótkie wyjaśnienie zasługuje jeszcze ustawienie u jednej i drugiej „bramy”, na początku i na końcu książki, tablic z mottem i przesłaniem. Pierwsze zawiera tekst Jacques’a Maritaina – który na pewno grzeszy lekko minoderią, lecz moim zdaniem jednak dobrze zdaje sprawę z misji i rozterki człowieka pragnącego podążać przez ten świat, wyznając prawdziwą wiarę: bywa to coraz częściej – także w wymiarach humanizmu katolickiego – misja „agenta Króla Królów na terytoriach księcia ciemności”, podejmowana „na własną odpowiedzialność” przez ludzi „chodzących jak koty własnymi drogami”

Z kolei przesłanie końcowe, wzięte z listu Gustave’a Thibona do Simone Weil, pasuje mi jako trzeźwy – bardziej trzeźwy niż gorzki – opis tego, co chrześcijanie mogą obiecać światu, a raczej ludziom gotowym na świat „odczarowany” ze świeckich świętości; refleksja oddzielająca nasze nadprzyrodzone realistyczne nadzieje zarówno od naiwności marzeń lewicowych, jak i od hipokryzji czy cynizmu laickiej prawicy. Słowami dalekimi od naiwnego tryumfalizmu mówi Thibon o tym, dlaczego ratunkiem dla niedoskonałości świata jest obecność w nim społeczności wiary, też niedoskonałej, lecz jedynej naprawdę wyzwalającej.

Dzisiaj jest dla nas zupełnie jasne, że znajdujemy się w centrum jakiegoś potężnego napięcia wielkich „płyt tektonicznych” kultury. Na tym tle humanizm katolicki, wyłaniający się w XII–XIII wieku jako odrodzenie człowieczeństwa ochrzczonego, jest od dawna humanizmem integralnym, czyli co do głębokości i szerokości istotnie różnym od nowoczesnych humanizmów bez-bożnych. W konsekwencji jego rzecznicy – widzieliśmy to bardzo wyraźnie u Jana Pawła II, ale też w nurcie wielkich encyklik społecznych XIX i XX wieku, a także w obu Soborach Watykańskich – rozumieją swoją pracę jako apologię poznania prawdy, wolności odpowiedzialnej i pełni życia, wobec agnostycyzmu, relatywizmu, „wynaturzonej wolności” oraz dehumanizacji. Jan Paweł II mówił wprost o „sporze o człowieka” oraz o „błędzie antropologicznym” podminowującym kulturę nowoczesną. Co ciekawe, ten sam papież w kontekście tak opisanej materii owej konfrontacji opisywał jej charakter jako „nadludzki”. Nie wydaje się, żeby obecny spór o sprawy ludzkie mógł mieć czysto ludzkie rozwiązanie – takie przynajmniej jest stałe przeświadczenie humanizmu katolickiego.

Polecane

Z całą prostotą

Z całą prostotą

34,90 zł brutto/1szt.29.90 pkt.Cena regularna 39,90 zł brutto/1szt.
Prosta droga. Notatki do Reguły Świętego Ojca Benedykta

Prosta droga. Notatki do Reguły Świętego Ojca Benedykta

49,90 zł brutto/1szt.49.90 pkt.Cena regularna 59,90 zł brutto/1szt.
Otwarte okna. Szkice z kultury humanizmu katolickiego

Otwarte okna. Szkice z kultury humanizmu katolickiego

49,90 zł brutto/1szt.49.90 pkt.Cena regularna 75,00 zł brutto/1szt.
pixel