CZARNE KARTY BIAŁEJ HISTORII ŚWIATA i próba ich wybielania

2023-06-13
CZARNE KARTY BIAŁEJ HISTORII ŚWIATA i próba ich wybielania

Miałam niedawno wątpliwą przyjemność obejrzenia netflixowej ekranizacji „Perswazji” Jane Austen. Nie wiązałam z tym filmem żadnej nadziei, pomimo dużego przywiązania do romansów tej autorki. Nie wierzyłam, że może to być dobre i… nie zostałam pozytywnie zaskoczona. Zamiast pełnej klasy powściągliwości, ukradkowych spojrzeń i kulturalnych dialogów dobrze wychowanych ludzi, uraczono nas narracją prawie wyjętą z ociekającego niskim humorem The office lub, nie oferującego nawet tyle, programu Trudne sprawy. Aktorzy nawet nie musieli się starać dobrze odgrywać swoich ról, gdyż główna bohaterka i jednocześnie narratorka na bieżąco mówi nam, jaki kto jest, co czuje i czego oczekuje od życia. Cóż za niestosowna nachalność, całkowicie nie przystająca do tego „uniwersum”, zakorzenionego w epoce konwenansów i skomplikowanych reguł rządzących brytyjską klasą wyższą! Tam, gdzie jedynie po subtelnych detalach odczytywać powinniśmy, jakie są prawdziwe intencje bohaterów i co nimi kieruje, dodawane są wielkimi literami pisane komentarze, zakrapiane humorem z popularnych memów.

Film rozleniwia wyobraźnię widza i nie pozostawia miejsca na żadne domysły. Nie oddaje też w najmniejszym stopniu historycznych realiów tego okresu. Bohaterowie we wszystkim, co mówią i robią, są ludźmi XXI-ego wieku, ale z jakiegoś powodu nadano tej komedii tytuł uznanej powieści historycznej.
Może nam się to podobać, lub nie, ale cała ta hierarchizacja, surowe wychowanie, wszystkie zasady miały cel, porządkowały ludziom życie. Nie jest dobrze zabierać się za temat, którego się nie rozumie, nie zna i nie lubi.

Kadr z serialu "Bridgertonowie" (2020)

Jane Austen to jedna z tych autorek, które trafnie umiały wskazać słabości tego systemu, jego ofiary - przede wszystkim zwracając uwagę na niezamożne kobiety, pozbawione przez prawo i obyczaj jakiejkolwiek sprawczości – pokazując jednocześnie piękne aspekty obowiązującego porządku – szlachetność dobrze wychowanego dżentelmena, dobroć damy, będącej duszą i ozdobą szczęśliwego domu. Za to w książkach jej nie doszukamy się odpowiedzi na pytanie, skąd brały się ich ogromne majątki, pracą czyich rąk powstawały i utrzymywane były urokliwe dworki, parki, czy pałace. Dżentelmeni, o których czytamy, należą do tych, którzy nie zarabiają własną pracą, ale dziedziczą i ich zadaniem jest nie zaprzepaścić tego dziedzictwa. W związku z tym mają czas na codzienne wizyty towarzyskie, dbanie o wystrój wnętrz i własną, wykwintną toaletę (oczywiście, z pomocą oddanej służby), powolne przechadzanie się po parku, podziwianie widoków, oddawanie się lekturze oraz muzyce. Trudno trochę im tego nie zazdrościć…

W pierwszej chwili, gdy we wspomnianej ekranizacji na XVIII-wiecznych angielskich salonach pojawili się czarnoskórzy lordowie, wzruszyłam ramionami, bo przecież takie absurdy to już nie jest nowość, ale popularny trend w kinematografii. Nad tym, że w jednej rodzinie występują przedstawiciele różnych ras, nawet nie chciałam się zatrzymywać. Ale w pewnym momencie uderzyło mnie coś więcej, niż tylko absurdy politycznej poprawności, które za tym idą.

Wypieranie faktów, a zastępowanie ich fikcją bardziej zjadliwą dla współczesnego odbiorcy to nie jest mała rzecz.



Kadr z filmu "Duma i uprzedzenie" (1995)

Myślę, że jakbym należała do rasy czarnej, a moje korzenie sięgałyby obszarów dawnych kolonii, to chyba by się we mnie zagotowało na ten widok. Zaraz, zaraz, to nie tak było, nie wybielajcie czarnych kart swojej historii! Przecież w tym czasie wasi przodkowie, budujący swoje imperium przez podbijanie kolejnych kolonii, wyzyskiwali czarnoskórych tubylców, traktując ich czasem gorzej od zwierząt!

A wtedy przed oczami stanęły mi obrazy i opowiadania Jeana Raspaila Dziwna wyprawa do afrykańskiej dżungli w roku 2110, opublikowanego w zbiorze Huzarzy, a to mnie zmroziło. Opisano tam utopijny świat, w którym granice państw nie istnieją, ale wszyscy żyją w pokoju i zgodzie jak jedna wielka rodzina, bez względu na różnice rasowe lub światopoglądowe. Aby osiągnąć ten błogosławiony stan, trzeba było usunąć to, co dzieli ludzi, a tym czymś często jest… historia. Należało ją „nieco” ugładzić, czyli usunąć te rozdziały, które mówią o czyjejś krzywdzie i mogą we współczesnym człowieku wzbudzać żal, pretensje, pogardę, lub nienawiść.

Takim rozdziałem był właśnie kolonializm. Dla jednych czas wspaniałych wypraw, wielkich odkryć, poznawania świata, dla innych – tyrania białego człowieka nad mniej zaawansowanymi cywilizacyjnie ludami. Zabawna rzecz, że tego Europa nie pozbyła się nigdy i nadal dyktuje, w co kto ma wierzyć, tylko zmieniły się głoszone wartości…

Oczywiście, nie da się wymazać historii całkowicie, a wypierana, lubi toczyć się kołem i się mścić…

Przypudrowanie tego trudnego rozdziału z historii świata nie jest rozwiązaniem. Na trudne tematy też trzeba rozmawiać. Jest tendencja jednoznacznego potępiania białych kolonistów, ich obraz przedstawia się jako żądnych krwi i bogactw bezwzględnych tyranów. Jest to raczej krzywdzące uogólnienie, ale znacznie gorsze jest przemilczanie tego i udawanie, że nic takiego nie miało miejsca - że lordowie różnych ras żyli w równych dostatkach, w multikulturowym idealnym społeczeństwie.



Kadr z filmu "Przeminęło z wiatrem" (1939)

Jak to rzeczywiście wyglądało? Dojście do prawdy jest o tyle trudne, że w dziczy nie było wolnych mediów, które patrzyłyby zdobywcom na ręce i zostawiłyby dla nas jednoznaczną relację. Nieraz na pewno w morze ruszali awanturnicy, którzy na lądzie nie byliby wcale przykładem dla reszty społeczeństwa, a ich wyprawy rozwiązywały problem przeludnienia, niedostatku i rosnącej w związku z tym przestępczości. Kto wie, ilu zamiast gnić w więzieniu, przyczyniło się do budowy jednego z imperiów kolonialnych! Kiedyś Janusz Korwin-Mikke ubolewał, że więzienia są pełne mężczyzn, ludzi, którzy w normalnym kraju by podbijali świat, podbijali Afrykę, podbijali Azję, podbijali Marsa. Być może by zgwałcili jakąś Murzynkę, Marsjanki by nie zgwałcili bo przecież ich nie ma. Ale by ryzykowali. A oni siedzą w więzieniach, nieraz najcenniejsi ludzie, bo nie wolno im ryzykować.

Uff, ciężki kaliber. Może, dzięki Bogu, trochę tak jest i można być wdzięcznym za to, że Polska ostatecznie nie uczestniczyła w akcji kolonialnej, tylko w naszym „nienormalnym” kraju, ten typ człowieka, awanturnika bez ograniczeń moralnych, częściej rozliczany był ze swoich grzechów, a nie stawiany na piedestał.

Trzeba postarać się być jednak uczciwym – europejscy odkrywcy przecież nie tylko rabowali i mordowali, ale też zanosili nowe rozwiązania poprawiające jakość życia, edukowali, sprawowali opiekę nad słabszymi, dzielili się wiarą, która miała dać pokój społecznościom oraz zbawienie duszy jednostkom. Intencje były na pewno rozmaite i nie wszyscy koloniści byli łotrami myślącymi jedynie o własnym zysku. Nie zawsze czekało ich też ciepłe przyjęcie – ilu z nich straciło życie z powodu braku gościnności i jawnej wrogości nawiedzanych plemion, o kulturach całkowicie odmiennych i często opartych na brutalnej sile?

Można mieć nadzieję, że w rzeczywistości w historii więcej było „Przeminęło z wiatrem”, gdzie czarnoskórzy niewolnicy byli podobni członkom rodziny – stali niżej w hierarchii, ale bliscy i kochani – niż „Jądra ciemności”, w którym tubylcom odmawiało się człowieczeństwa i pozwalano sobie na okrutne bestialstwa względem nich.
Opisywany trend to próba napisania historii na nowo, a, patrząc na to, jak i jak niski jest poziom czytelnictwa i znajomości własnej historii, może być tak, że Netflix nie tylko tę historię na nowo napisze, ale jeszcze w zatrważającym tempie wszczepi ją w świadomość kolejnych pokoleń konsumentów tej sieczki. Może nie potrzeba 100 lat, ale 10, żeby taka wiedza stała się elitarna, a młodzi wyobrażać sobie będą, że w XIX wieku świat wyglądał jak w Bridgertonach.

Historia udziela lekcji, z których warto się uczyć, nawet, jeśli są bardzo trudne. Czasem wydaje się, że, skoro w przeszłości więcej nas dzieliło, niż łączyło, lepiej się od niej odciąć, ale to nie jest wystarczające rozwiązanie – historia lubi o sobie przypominać. Budować pokój i życzliwość ponad granicami można tylko na prawdzie, a to wymaga skruchy, przebaczenia i wzajemnego zrozumienia.

 

Autorka: Maria Łuczak

Abisyńscy niewolnicy w łańcuchach, XIX w. Fot. © Hulton-Deutsch Collection / CORBIS / Corbis via Getty Images

 

Polecane
Obóz świętych - Jean RaspailObóz świętych - Jean Raspail
33,00 zł39,90 zł33 pkt.
PerswazjePerswazje
49,90 zł49.90 pkt.
Duma i uprzedzenieDuma i uprzedzenie
49,90 zł49.90 pkt.
 Perswazje Perswazje
44,90 zł44.90 pkt.
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel